Uratować od zapomnienia…

17 listopada 2014 r.

Z Andrzejem Kostką – Opiekunem Społecznym Zabytków żydowskich w Trzebini – rozmawia mgr Katarzyna Odrzywołek z Instytutu Historii UP

Andrzej Kostka – urodził się 13 września 1942 r. w Krakowie, obecnie mieszka w Trzebini. Od 30 lat pasjonuje się historią swojego miasta, zbiera materiały historyczne, fotografie, relacje świadków historii, przyjmuje i oprowadza wycieczki z zagranicy. Jest to praca społeczna, za którą Pan Andrzej nie pobiera wynagrodzenia. To, co udało mu się zdziałać przez ostanie lata, zasługuje nie tylko na pochwałę, ale stanowi również wzór do naśladowania dla przyszłych pokoleń.

Kiedy pierwszy raz spotkał się Pan z kulturą żydowską?

Miałem chyba 8 lat, mieszkałem w pobliżu cmentarza, tak jak obecnie. Chodziliśmy więc z kolegami, jako „łebki”, na cmentarz. To było magiczne, wyjątkowe miejsce. Pamiętam, jak przez drewniane drzwi dostaliśmy się do ohelu i w środku było pełno ksiąg żydowskich oraz Tora. Potem to wszystko zginęło. Część z moich kolegów już nie żyje, jeden z nich Staszek Orłowski (twórca monografii Trzebini) zaczął mnie oprowadzać po tym cmentarzu, próbował odczytywać inskrypcje nagrobne. Dużo, bardzo dużo macew było poniszczonych, większość leżała na ziemi. Dopiero w latach 90. przyjechał pan Zigi Rabinowicz i zastał cmentarz w stanie strasznym, dziury w murach, ludzie chodzili na przestrzał, jak komu pasowało, nagrobki powywracane, pokradzione, dziury pokopane na cmentarzu, kości ludzkie wyciągnięte na wierzch. Zebrał pieniądze i zabrał się za remont cmentarza. Wyremontował cały obiekt, załatał dziury w murze i odnowił ohel.

Czy Pan również pracował przy odnowie tego obiektu?

Tak, ale podczas II fazy remontu. Gdy 7 lat temu zacząłem oprowadzać wycieczki przyjechał wieczorem taki elegancki pan i zakomunikował mi: „Proszę Pana, idziemy na cmentarz”. A ja go zapytałem:Co będziemy wieczór widzieć?” A on: „Proszę prowadzić do ohelu.” Weszliśmy, tam na ścianie były popisane „bohomazy”, dach walił się na głowę, mur ponownie rozlatywał. Turysta pomodlił się, zapalił cztery znicze okręcone modlitwami i pojechał. Za miesiąc przyjeżdża Żyd z Londynu i oznajmia, że robimy remont ohelu, że są na to pieniądze. Poprosił, abym znalazł kogoś, kto by to zrobił. Znalazłem fachowca, który wyremontował ściany. Ja kupiłem drzewo w Bolęcinie, pomalowałem je, przywiozłem tutaj, byłem wówczas chory na cukrzycę i na raka. O cukrzycy nie wiedziałem… Mnie strasznie to dręczyło… pić bez przerwy pić, no i byłem słaby, dosłownie słaniałem się na nogach. Nawet sąsiadka mnie zaczepiła: „A chce Ci się?” Ja jej odpowiedziałem „A chce mi się!” I pracowałem twardo. Miałem straszne kłopoty z zamalowaniem napisów na ścianie ohelu. Musiałem zabrać specjalna farbę, żeby to pokryć, zamaskować. Wówczas nawiązałem współpracę z zakładem karnym i to dzięki więźniom udało mi się postawić znaczną część nagrobków, które leżały na ziemi oraz posklejać w całość te z nich, które były rozbite. Ci ludzie zrobili wspaniałą rzecz i podeszli do tego z dużym zaangażowaniem.

Jak wyglądają wizyty młodych Izraelczyków w Trzebini. Czy przyjeżdżają do miasta regularnie?

Uważam, że Oni przyjeżdżają odwiedzić kraj swoich przodków. Tak jak my jedziemy do Częstochowy, tak oni przyjeżdżają tutaj, żeby podpisywać inskrypcję na nagrobkach, uporządkować cmentarz po swojemu, powyrywać trawę, zrobić zdjęcia. Przyjeżdżają dowiedzieć się historii, opowiadam im więc jak wyglądało życie Żydów w Trzebini przed i w trakcie wojny. Mówię o zwyczajach ich przodków, polsko- żydowskiej tradycji. Zdarza się, że pod bramę cmentarza przyjeżdżają 2–3 autokary to jest naprawdę niesamowity widok.

Czy jest coś, co chciałby Pan stworzyć w mieście dla upamiętnienia historii trzebińskich Żydów?

Moim największym marzeniem jest stworzenie szlaku kultury i Holocaustu trzebińskich Żydów Widzę to w formie tablic; pierwsza z nich powinna znajdować się przy cmentarzu, kolejna w rynku – byłyby na niej uwidocznione stare zdjęcia sukiennic, karczmy u babki, synagogi Szul. W jedynej zachowanej synagodze w mieście, synagodze Kupieckiej, powinno się znaleźć Muzeum Żydów Trzebińskich, stworzone przy współpracy z Muzeum w Chrzanowie oraz Muzeum Auschwitz. Na szlaku znalazły by się również obiekty związane z II wojną światową, zwłaszcza miejsca upamiętniające dwa masowe rozstrzelania Żydów oraz obóz w Rafinerii, będący jednym z podobozów KL Auschwitz, gdzie obecnie znajduje się nie wiele mówiący pomnik ofiar faszyzmu. W tym obozie było krematorium a od sierpnia 1944 r., po bombardowaniu rafinerii, pracowała tam ludność Żydowska. Na chwilę obecną znajduje się tam zakład pogrzebowy, wolne parcele a obok stoi plac zabaw i bloki. Szlak powstał… póki co w formie papierowej ulotki.

Jak wygląda misja edukacyjna, którą Prowadzi Pan dla uczniów trzebińskich szkół i zwykłych mieszkańców miasta?

Czasem oprowadzam dzieci ze szkół po cmentarzu, prowadzę również lekcję w szkole. To daje wspaniałe efekty, bo gdy zająłem się tak mocno cmentarzem i dostałem pomoc ze wszystkich stron, to wywiozłem stamtąd siedem ciężarówek śmieci. To jest nieprawdopodobna góra odpadów i one wszystkie były na cmentarzu. W chwili obecnej po zimie zbieram pół reklamówki śmieci. Dzieje się tak dzięki uświadomieniu dzieciom, młodzieży i ludziom z Trzebini, że tam leżą ludzie, że były to takie same osoby, jak my i że to miejsce trzeba szanować. Pokazuję młodym i starszym mieszkańcom Trzebini symbole na nagrobkach, tłumaczę je, wyjaśniam czym się różni nasz cmentarz od ich cmentarza.

Czy tematyka Żydowska stanowi jedyne Pana pole badawcze?

Początkowo tak, na chwile obecną nie. Oprócz tematyki żydowskiej zajmuję się lotnictwem, przebiegiem wyzwolenia Trzebini w 1945 r., historią Armii Krajowej na tym regionie oraz dziejami Klasztoru Służebniczek Sióstr NMP. Dużo rzeczy robię… Przygoda z historią zaczęła się od rozmawiania z ludźmi. Chodziłem po mieście i okolicach, namawiałem: „A może by tak Państwo opowiedzieli swoje wojenne losy, ja bym to umieścił w jakiejś książce, opracowaniu”. Początkowo ludzie podchodzi do sprawy niechętnie, nieufnie, ale w końcu się godzili. Ci ludzie już nie żyją, ale ich wspomnienia może przeczytać każdy. Książka Trzebińskie Historie jest po prostu wyjątkowa, mam już nawet zebrane materiały na jej drugą część.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Katarzyna Odrzywołek

Andrzej Kostka

Andrzej Kostka (fot. K. Odrzywołek)